wtorek, 31 lipca 2018

"Na plaży Chesil" - Ian McEwan

Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 13 lipca 2018 r.
Liczba stron: 192


Florence i Edward to nowożeńcy, których czeka noc poślubna. Młodzi nie znają swoich ciał, ani nie mają pojęcia jak powinni zachować się. Edward jest absolwentem historii i starał się poznać tajemnice związków podczas studiowania. Zdarzało się, że podziwiał swoich znajomych, czyny przez nich dokonywane, ale również dziwiło go to. Florence swoje serce w głównej mierze oddała muzyce - grała na skrzypcach, a także marzyła o założeniu własnego kwartetu smyczkowego.

"Uniosła się na łokciu, żeby przyjrzeć się lepiej jego twarzy, 
i popatrzyli sobie prosto w oczy. 
Było to dla nich wciąż nowe i zawrotne doznanie:
patrzeć przez minutę w oczy drugiej dorosłej osoby, 
bez zakłopotania i skrępowania."

Akcja powieści dzieje się w roku 1962. Przenosimy się do Anglii i śledzimy zmagania Państwa Młodych. Stajemy się obserwatorem ludzi, w czasach w których seks był tematem tabu. Nikt nie mówił o tym otwarcie, ani nie było bezpośredniego dostępu do materiałów dotyczących tej dziedziny.


Nie lubię, kiedy w powieści większą część stanowią opisy, a brak jest dialogów. Przez niespełna dwieście stron zmagałam się z przeżyciami, co zrobić, aby skonsumować małżeństwo. Pojawiały się wstawki z przeszłości, dzięki którym mogliśmy poznać lepiej bohaterów, ale nadal wszystko kręciło się wokół nocy poślubnej.

"Moim ciałem wielbić cię będę."

W pewnym sensie irytowali mnie bohaterowie. Darzyli się miłością, ale nie potrafili ze sobą szczerze rozmawiać. Obawiali się pierwszego razu, snuli domysły i wnioski, ale nie byli w stanie otwarcie tego powiedzieć. W związku chodzi przecież o szczerość i wspólne radzenie sobie z problemami. Właśnie niemoc znalezienia porozumienia była głównym wątkiem poruszonym w tej książce. Człowiek nie powinien bać się wyrazić swoich lęków, tylko powinien szczerze o nich mówić. Nie warto dusić w sobie różne opinie, ponieważ może prowadzić to do nieporozumień i powodować kłopoty.


Niestety powieść "Na plaży w Chesil" nie przypadła mi do gustu. Zdecydowanie brakowało mi dialogów i nudził mnie wałkowany temat. Przydałoby się trochę odskoczni, bądź większe rozbicie fabuły w czasie.

Moja ocena: 5/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu Albatros.

poniedziałek, 30 lipca 2018

"Powiedz, że jesteś moja" - Elisabeth Noreback

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 11 czerwca 2018 r.
Liczba stron: 512


Stella wiedzie spokojne życie u boku męża Henrika i trzynastoletniego syna Mila. Kobieta pracuje jako terapeuta i pomaga innym rozwiązać problemy. Pewnego dnia niespodziewanie pojawia się u niej pacjentka Isabelle. Stella uważa, że kobieta ta jest jej zaginioną przed dwudziestoma laty córką Alice. Zaczyna snuć własne śledztwo i stara się udowodnić, że jej dziecko żyje.

"Każdy się boi. Każdy. 
Ale uśmiechamy się, udajemy, kłamiemy twarzą, 
żeby to, co ukryte, nie wyszło na wierzch."

Akcja książki została przedstawiona z punktu widzenia trzech kobiet: Stelli - psychoterapeutki, Isabelle - pacjentki oraz Kerstin - matki Isabelle. Poznajemy światopogląd każdej z bohaterek, ich odczucia oraz postępowanie i myśli. Stella jako młoda kobieta straciła dziecko. Wraz ze swoim obecnym partnerem wyjechała na wakacje, a czas wypoczynku dobrze zrobił młodym rodzicom. Niestety ostatniego dnia pobytu doszło do nieszczęśliwego wypadku i zniknęła Alice. Wszyscy ludzie twierdzili, że to wina Stelli i woda pochłonęła ciało. Tylko młoda matka czuła, że sprawa wygląda inaczej, a jej pociecha nadal żyje... Los chciał, że Isabelle trafiła do psychologa, aby pozbierać się po stracie ojca i spróbować znaleźć nić porozumienia z matką. Stella dostrzegła w kobiecie cechy, które posiadała jej roczna córeczka. Zaczęły się prześladowania Isabelle, a do akcji wkroczyła Kerstin, która nie chciała dopuścić do tego, aby jej dziecko doświadczyło krzywdy. Przecież każda matka chce dla swojego dziecka jak najlepiej...

"Nikt z nas nie wie co go czeka. Czy nie na tym polega urok życia?"

Nie ukrywam, że byłam zdruzgotana. Na początku została wyjawiona pewna kluczowa sprawa. Nie rozumiałam jak można tak popsuć rozrywkę czytelnikowi. Z biegiem lektury zaczynało okazywać się, że to wszystko było kłamstwem. Fakt, który zinterpretowałam jako rozszyfrowanie zagadki, uświadomił mnie w tym, że zaszło zupełnie coś innego. Autorka tak zawirowała akcją, że nie wiedziałam już co jest prawdą, a co kłamstwem. Znałam myśli trzech kobiet, ale pogubiłam się w kwestii rozszyfrowania prawdy. Zostało to idealnie doprecyzowane,a  ja takie zawirowania lubię.


W książce został poruszony wątek miłości do dziecka oraz ból po radzeniu sobie ze stratą. Stella młodo została matka, ale Alice stała się dla niej całym światem. Nie mogła uzmysłowić sobie, że chwila nieuwagi spowodowała rozłąkę. Wierzyła, że pewnego dnia spotka Alice, dopatrywała się jej w innych dzieciach, a jednocześnie nie docierało do niej, że odbył się pogrzeb i wszyscy pożegnali się z dzieckiem. Kerstin również wykazała się matczyną troską i za wszelką cenę chroniła swoją córkę. Nie chciała, aby ta spotykała się ze Stellą i słuchała jej wywodów.

"Zawsze wyobrażałam sobie, że to ja ją znajduję. 
A nie odwrotnie. 
Może odszukała mnie z ciekawości, chciała zobaczyć kim jestem. 
Może chciała mnie oskarżyć, sprawić, bym nigdy nie zapomniała. 
A może się zemścić. 
Odbudowanie mojego życia, dotarcie do punktu, w którym jestem, zajęło mi wiele lat. 
Jednak nawet jeśli zostawiłam za sobą wszystko, co się wydarzyło, nie zapomniałam. 
Czegoś takiego nie da się zapomnieć."

Bardzo serdecznie polecam Wam thriller "Powiedz, że jesteś moja". Jeżeli szukacie książek, gdzie autor wyjawi Wam rąbek tajemnicy, a następnie wydarzenia pójdą w innym kierunku, to ta pozycja jest dla Was. Będziecie czuć niepewność, poczujecie się dziwnie, ponieważ fabuła tak wiruje pomiędzy prawdą, a kłamstwem, że nie wiadomo o co chodzi. Czym  prędzej sięgnijcie po tę pozycję i rozwikłajcie sprawę zniknięcia Alice.

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu Zysk i S-ka.


środa, 25 lipca 2018

"Anna i lekarz" - Elka Noland

Wydawnictwo: Oficynka
Data wydania: 15 lutego 2018 r.
Liczba stron: 324

Anna od dziecka bała się lekarzy. Uprzedzenie wyniosła już z domu, gdzie matka bardzo faworyzowała brata bohaterki, który kształcił się w lekarskim kierunku. Na studiach również miała specyficzny kontakt z pewnym studentem medycyny, a zarazem mamisynkiem. Podczas wakacji kobieta nabawiła się problemów zdrowotnych - najpierw była to mała ranka na plecach, ale z biegiem lat przeobraziła się ona w uciążliwą ranę, która utrudniała życie. Ból zaczynał być tak nieznośny, że Anna postanowiła wybrać się do lekarza. Czy po latach jej przerażenie było mniejsze? Czy nadal ludzie w białych fartuchach budzili w niej lęk?


Główna bohaterka to dojrzała kobieta, która ma już dorosłą córkę. Anna wiedzie samotne, ale ustabilizowane życie. Decyzja o wizycie u lekarza była dla niej ciężka, ale ostatecznie zdecydowała się udać do specjalisty. Przed poznanymi osobami nie ukrywa, że boi się lekarzy oraz za wszelką cenę nie stara się ukryć swojego niepokoju. W jej głowie istnieje złe wyobrażenie o pracownikach służby zdrowia. Niespodziewanie na jej drodze pojawia się młodszy mężczyzna, który intryguje Annę...

Czy nie ciekawią Was książki, na okładce których widzicie swoje imię, bądź wiecie, że nosi je główna bohaterka czy bohater? Byłam bardzo ciekawa jaką historię wykreowała dla Anny Elka Nolad i miałam wobec tej pozycji wysokie wymagania. Niestety, nie zostały one spełnione. Miałam mieszane odczucia odnośnie głównej bohaterki - z jednej strony podobało mi się jej podejście do życia, a z drugiej strasznie mnie irytowało. Wszystko zależało od sytuacji w jakiej została aktualnie postawiona. Specyficznie została przedstawiona również relacja na linii lekarz-pacjent. Wydaje mi się, że wydarzenia zostały troszkę wyidealizowane i realnie nie miałyby możliwości zaistnienia. Irytowały mnie również długie opisy marzeń i rozmyślań Anny. Lubię, kiedy w obyczajówkach występują dialogi i czuć relację między bohaterami, a tutaj niestety tego nie otrzymałam.

Warto zwrócić uwagę na problem, który został poruszony w powieści. Mianowicie chodzi mi o sposób radzenia sobie z lękami i fobiami. Uważam, że każdy człowiek powinien uzmysłowić sobie, dlaczego czuje wstręt do danej rzeczy i spróbować zwalczyć go. Niekiedy wystarczy zastanowić się i uzmysłowić sobie, że to siedzi tylko w naszej psychice i wszystko zależy od nas. Zdarzają się również przypadki, w którym potrzebna jest pomoc osób trzecich, ale czasami warto spróbować poszukać wsparcia. Nie można przekreślać wielu sytuacji, ponieważ boimy się czegoś. Trzeba w pełni korzystać z życia i brać je pełnymi garściami. Pamiętajcie o tym!

Niestety książka nie przypadła mi do gustu. Możliwe, że ze względu na różnicę wieku z wykreowaną bohaterką, nie mogłam zrozumieć jej zachowania i codziennego życia. Myślę, że pozycja ta może być dobrym prezentem dla cioci, bądź babci - ale takiej, która podchodzi do życia z przymrużeniem oka.

Moja ocena: 5/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu Oficynka. 

poniedziałek, 23 lipca 2018

"Stany małżeńskie i pośrednie" - Dorota Kassjanowicz

Wydawnictwo: Wielka Litera
Data wydania: 4 lipca 2018 r.
Liczba stron: 476

Cześć, jestem Weronika. Mam ciągle zapracowanego męża i dwójkę synów. Nie pracuję zawodowo, ale zajmuję się domem i spełniam jednocześnie rolę matki, ojca, gospodyni oraz fachowca. Mam trzy czterdziestoletnie przyjaciółki: Agatę, która jest nauczycielką, ale marzy o zmianie pracy i pogoni za marzeniami, Jowitę - stylistkę i wizażystkę, która zostawiła męża i sama opiekuje się buntowniczą córką Olimpią oraz romantyczną wiolonczelistkę Izkę, która idealnie odnajduje się w wirtualnych relacjach i wciąż szuka tego jedynego... Nieskromnie dodam, że jest jeszcze jedna kobieta, która idealnie wkomponowałaby się w nasze grono - a mianowicie jesteś nią Ty, Droga Czytelniczko! Zapraszam na lampkę wina i przyjacielskie pogaduszki. 


Dorota Kassjanowicz postanowiła przedstawić nam historię czterech czterdziestolatek, które zmagają się z różnymi problemami. Poznajemy zmagania gospodyni domowej, która nie jest doceniana przez męża, a wręcz jest stale przez niego krytykowana. Kobieta wsparcia i otuchy szuka na forum internetowym, gdzie głównym tematem są koty. Dowiadujemy się jak wygląda życie z nastolatką, która nie lubi swojego imienia, a matkę uważa za osobę chorą psychicznie. Jowita charakteryzuje się niewyparzonym językiem i bardzo często mówi bezpośrednio to, co myśli. Fakt nieśmiałości mógłby wydawać się błahy, ale właśnie z nim zmaga się Iza. Kobieta idealnie potrafi porozumieć się w internecie, jednak kiedy na jej drodze staje Konstanty, nie wie co ma powiedzieć w danej chwili. Na koniec zostaje ustabilizowana Agata, która ma stałą pracę. Jej ambicja podpowiada jednak, że szkoła nie jest odpowiednim miejscem dla tej czterdziestolatki i musi podjąć ryzyko, aby dokonać diametralnych zmian.  

Bardzo podobał mi się sposób narracji. Postać Weroniki została porównana do czytelniczki. Opis sytuacji został skierowany bezpośrednio do nas i Autorka postanowiła, abyśmy poczuli się jak główna bohaterka. Kierowane słowa i opisy, stawiają nas często w nietypowych sytuacjach. Mogłoby wydawać się, że skoro historia opowiada o dojrzałych paniach i ich problemach, to tylko ta grupa społeczna powinna zapoznać się z fabułą. Wręcz przeciwnie! Uważam, że każda kobieta powinna poznać tę historię, ponieważ może znaleźć w niej odbicie problemów ze swojej codzienności. 

Podczas lektury tej powieści nie można się nudzić. Zdarza się, że dialogi przepełnione są ironią, a opisy wywołują niepohamowane wybuchy śmiechu. Jeżeli szukacie pozycji, która pozwoli Wam oderwać się od codziennych obowiązków, będzie lekka i przyjemna, a jednocześnie nie będzie słodkim romansidłem, to ta pozycja jest idealna. Dobrze nie obejrzycie się, a poczujecie się jakbyście znały Werkę, Izkę, Agatę czy Jowitę od lat. 

Moja ocena: 8,5/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu Wielka Litera.


piątek, 20 lipca 2018

"Pokój służącej" - Fiona Mitchell

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 4 lipca 2018 r.
Liczba stron: 320

Dwie siostry, Dolly i Tala, pracują jako pomoc domowa w domach zamożnych brytyjczyków mieszkających w Singapurze. Dolly wyjechała na zarobek, zostawiając w domu małą córkę, a Tala chce zapewnić lepsze życie swoim dorosłym dzieciom. Niespodziewanie popularny robi się blog Vandy, która sugeruje jak powinno traktować się pomoc domową. Z odwetem wychodzi pewna Wymiataczka, która krytykuje Vandę, czym zyskuje sławę, a także neguje rady tamtej kobiety.


Jestem zachwycona dwiema filipińskimi siostrami. Kobiety wiele w życiu przeszły, podjęły decyzje, aby opuścić najbliższych i wyruszyły za pracą. Tala była przykładem dla swojej młodszej siostry i udowodniła dziewczynie, że w życiu można osiągnąć to, co się pragnie. Obie służące mieszkały w pokojach bez okien, które były ich schronem. Panie domu nie raczyły zagwarantować Pomocom lepszych warunków, a nawet chętnie uprzykrzały im życie. Ma'am Amber była chyba postacią, która najbardziej mnie irytowała. Kobieta nie była w stanie przyjąć na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności i całe zło zrzucała na innych.

"Pokój służącej" wciągnął mnie już od pierwszych stron. Akcja tak mnie zaciekawiła, że nie mogłam oderwać nosa od lektury. Ja wprost żyłam tą historią i czułam się, jakbym nagle przeniosła się do Singapuru. Niestety jest jeden minus, który mnie irytował w tej powieści. Mianowicie jest to trzecioosobowa narracja i ciągłe powtarzanie imion bohaterów. Rozumiem, że nie szło zastosować tutaj synonimów, ale dla mnie zabieg ten był denerwujący.

W książce został poruszony bardzo ważny problem, jakim jest niewłaściwe traktowanie ludzi. Nie ukrywajmy, że osoby zamożne niechętnie podchodzą do kontaktów z ludźmi uboższymi. Bogacze oceniają innych na podstawie swoich kryteriów i tego "ile kto ma". Dla nich najczęściej nie liczy się charakter, tylko na pierwszym miejscu stawiają status materialny. Niestety podziały istniały od zawsze i dobrobyt wyznaczał rangę w społeczeństwie. Prawda jest taka, że nigdy nie powinniśmy oceniać kogoś, zwracając uwagę na zasobność jego portfela. Uwierzcie mi, że na pierwszym miejscu warto postawić charakter danej osoby i jej podejście do życia. Stereotypy nie są niczym dobrym, a bardzo często zdarza się, że ten który ma niewiele, podzieli się na ile będzie mógł, nigdy nie odmówi pomocy, ani nie skrytykuje.

Bardzo serdecznie polecam Wam tę książkę. Uważam, że warto zapoznać się z przedstawioną akcją, poznać punkt widzenia świata z perspektywy służącej oraz przełożonej. Wykreowana historia idealnie uzmysławia fakt, że człowiek ocenia innych po pozorach, a uboższych w kwestii finansowej, często uważa za słabszych.

Moja ocena: 9/10

Za ezgemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu Literackiemu.

czwartek, 19 lipca 2018

"Jak upolować pisarza" - Sally Franson

Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 18 lipca 2018 r.
Liczba stron: 384

Casey Pendergast, to niezależna kobieta, która pracuje w agencji reklamowej jako dyrektor kreatywna. Bohaterka nie boi się wyzwań i bardzo chętnie podejmuje się nowych zadań, dlatego gdy w życie wchodzi nowy plan Casey chętnie go realizuje. Spełniając polecenie szefowej spotyka się z Benem Dickinsonem, aby namówić go do udziału w kampanii reklamowej z udziałem pisarzy.

Główna bohaterka cechuje się feministycznym podejściem do życia. Nie przypadł mi do gustu jej specyficzny charakter. Mimo, iż z biegiem historii poznajemy ją z trochę innej strony, to myślę, że na ploteczki nie chciałabym z nią iść. Fakt, iż kobieta stała przed wieloma dylematami, czy nie miała łatwej relacji z matką, nie przemawia do mnie na tak. Podczas fabuły poznałam kilka osób charakterem podobnych do Casey, ale według mnie najbardziej wyróżniała się Susan. Kobieta ta była przyjaciółką na medal i zawsze potrafiła znaleźć dobre słowo.


W powieści poznajemy życie związane z marketingiem i show-biznesem. Stajemy się korpoludkiem, który z determinacją pnie się po szczeblach kariery. Nie ukrywajmy, ale dla ludzi liczą się pieniądze i bardzo często wiele osób jest w stanie zastosować nieuczciwe zagrania, aby zdobyć awans. Pieniądze od zawsze rządziły światem, a kiedy doszła do tego praca w social mediach, to dla rozgłosu ludzie robią wiele dziwnych rzeczy. Każdy pracownik to człowiek, który mógłby być naszym znajomym. Zdarza się, że targają nimi uczucia i z jednej strony chciałby dokonać danej decyzji, a z drugiej ma na uwadze cudze odczucia.

Jakoś nie mogłam do końca wczuć się w świat pogoni za pracą i kampaniami reklamowymi. Przede wszystkim irytowały mnie zbyt długie opisy połączone ze znikomymi dialogami. "Jak upolować pisarza", to książka której cały czas dawałam szansę, ale jednak nie spełniła moich wymagań. Niestety tę pozycję odłożę na regał i myślę, że nie będę chciała do niej wrócić. Może dam jej ponownie szansę za kilka lat, jak zmieni się mój światopogląd...

Jeżeli lubicie wiadomości z show-biznesu, interesuje Was życie celebrytów, to ta pozycja może być dla Was. Casey zabierze Was do swojej pracy, przedstawi realia życia związanego ze zmaganiami w marketingu, a na koniec udowodni, że czasami miłość pojawia się niespodziewanie w życiu człowieka.

Moja ocena: 6,5/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu Znak Literanova.

wtorek, 17 lipca 2018

"Oblubienica morza" - Michelle Cohen Corasanti, Jamal Kanj

Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 4 lipca 2018r.
Liczba stron: 416

W książce "Oblubienica morza" poznajemy historię czterech osób. Pierwszą z nich jest Sara, która uciekła z Rosji z ojcem po tym, jak jej matka została zamordowana ze względu na żydowskie pochodzenie. Dziewczyna znalazła pracę w domu Palestyńczyków i poznała tam Yousefa, którego niespodziewanie pokochała. Trzecią osobą jest Ameer, który mieszkał z rodziną w obozie dla uchodźców w Libanie. Dzięki swojej wiedzy i pracy chłopak zdobył szansę lepszego życia. Wyjechał do USA, ponieważ jego nauczyciele widzieli w nim ogromy potencjał. Ostatnią już postacią jest rówieśniczka Ameera - żydówka Rebeka. Dziewczyna pozostawiła na wschodzie swojego despotycznego chłopaka i uciekła do rodziców. Pewnego dnia w domu jej rodziców spotyka Ameera, który bardzo ją intryguje...


Akcja książki została rozbita w czasie i poznajemy zmagania ludzi na przestrzeni lat. W tym samym czasie dostrzegamy losy Sary i Yousefa, którzy pochodzili z dwóch innych światów. Na pierwszym miejscu stała wiara, która ich dzieliła, a także rodzina, która nie była w stanie zgodzić się na związek osób różnych wyznań. Następnie przenosimy się kilkadziesiąt lat w przód i poznajemy zmagania Ameera, który nie może pogodzić się z nieszczęściem panującym nad jego rodziną, a także Rebekę, która nie może zrozumieć zła panującego na świecie. Obie młode kobiety postanowiły w pewnym stopniu spełnić swoje marzenia i udowodnić światu, że nie są od nikogo zależne. Niestety wiara i tradycja otoczenia była w tym przypadku wielką przeszkodą...

Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że bardzo podobały mi się kreacje wszystkich bohaterów. Każdy z nich wnosił coś cudownego do powieści. Doceniam ich za odwagę oraz za ogromną chęć do życia, mimo wszystkich przeszkód. Czytelnik zyskuje dodatkowe wrażenia, dzięki temu, że akcja została rozbita w czasie. Można uzmysłowić sobie jak zmieniło się podejście do życia na przestrzeni lat, albo czy pewne stereotypy nie zostały zachowane mimo upływu czasu...

Ludzie dążą do pokoju na świecie. Organizowane są różne akcje, mające na celu zwalczenie złej sytuacji w danym zakątku świata. Informacje przekazywane nam przez media społecznościowe przedstawiają nam fakty życia codziennego z miejsc oddalonych od nas o tysiące kilometrów i nie zawsze przejmujemy się nimi. Żyjemy i ekscytujemy się tymi zdarzeniami tylko chwilowo, bo przecież zaraz będą kolejne nowości. Przeciętny człowiek przyjmuje te fakty, ale samodzielnie nie jest w stanie nic zrobić. A zło panuje nadal.... Dzięki historii przedstawionej w "Oblubienicy morza" nie jesteśmy biernymi obserwatorami, ale przenosimy się w środek ludzkiego piekła. Czujemy się jakbyśmy byli w danym zakątku, znali bohaterów i patrzyli na ich cierpienie. Ta powieść, to podróż w czasie i skłonienie nas do refleksji. Dzisiaj nie wyobrażamy sobie życia bez bieżącego dostępu do wody czy sytuacji, kiedy rodzina zabroniłaby nam związku z ukochanym, a nawet była w stanie ukryć nas przed nim...


Autorzy poruszyli same ważne tematy. Głównym wątkiem jest sprawa dyskryminacji człowieka ze względu na wiarę i kultywowane tradycje. Problem ten sprawiał wiele przykrości od wielu wielu lat i niestety sytuacja tylko niezmiernie się poprawiła. Aktualnie również zdarzają się zabójstwa na tle religijnym i śmierć ponosi wiele niewinnych osób. Kolejną sprawą jest poziom egzystencji ludzi. Prawda jest taka, że ten, który nie ma nic, jest w stanie podzielić się z innym bardzo chętnie, a ten, który ma dostatek będzie skąpił i niechętnie utrzymywał kontakty z uboższymi. Pieniądze rządziły światem i rządzić będą. Historia opowiada również o ogromnej miłości do bliskich, sile poświęcenia, a także pragnieniu zapewnienia lepszego życia rodzinie. To tylko kilka z wątków, które uzmysłowiają nam jakie życie jest okrutne i że to wszystko zależy od ludzi i ich egoizmu.

Bardzo serdecznie polecam Wam "Oblubienicę morza". Emocje przemawiają przez tę opowieść już od pierwszych stron. Osobiście pokochałam czwórkę głównych bohaterów i doceniałam każdy ich czyn. Jeżeli chcecie oderwać się od lekkich obyczajówek i sięgnąć po fabułę przepełnioną życiowymi problemami, to ta pozycja jest dla Was. Czasami warto zrezygnować z użalania się nad codziennymi sprawami i odłożyć na bok narzekanie. Takie historie idealnie uzmysławiają, że nasze życie jest piękne i powinniśmy całym sercem doceniać to co mamy i co wywalczyli dla nas przodkowie.

Moja ocena: 10/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu SQN.

sobota, 14 lipca 2018

"Ta druga ja" - Maha Gargash

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 5 lipca 2018 r.
Liczba stron: 488


W krajach arabskich kobiety nie mają dużych praw, tylko muszą być podporządkowane mężczyznom. W rodzinie Madżida doszło do małego zawirowania kultury, ponieważ jego córka postanawia zostać piosenkarką, a bratannica obrała sobie za życiowy cel edukację. Mężczyzna nie jest w stanie zapanować nad niewłaściwym według niego zachowaniem dziewcząt. Mimo wszystko nie poddaje się i uważa, że kobieta przez całe życie powinna być podległa mężczyźnie, zajmować się domem i wypełniać rozkazy gospodarza. Dalal i Mariam również nie poddają się w swoich poczynaniach i chcą spełnić swoje marzenia...

Kobiety od zawsze walczyły o wolność. W Ameryce czy krajach europejskich temat dyskryminacji płci żeńskiej jest historią, ale w krajach wschodnich płeć piękna nadal ma wiele ograniczeń. W kulturze arabskiej wynika to z tradycji i wiary. Autorka postanowiła w swojej książce przedstawić dwa przykłady dziewcząt, które sprzeciwiły się obyczajom i postanowiły uwolnić się spod męskiej władzy. Miriam wybrała się na studia, chciała zdobyć wykształcenie i móc pracować. Mimo, iż mentalnie czuła przywiązanie do tradycji w dużej mierze, to zachowanie rówieśników przyczyniało się do podejmowania nowych wyzwań. Dalal od samego początku kierowała się nowoczesnymi ideami i wiarę odstawiła na dalszy plan. W jej przypadku wzorem do naśladowania na początku była matka, która samotnie wychowała dziecko i nie bała się konsekwencji życia bez opiekuna.


Podobało mi się zachowanie dwóch głównych bohaterek. Dziewczęta wykazały się stanowczością, uporem w kwestii dążenia do spełniania swoich marzeń oraz rozsądkiem mimo niewielkiego życiowego doświadczenia. Madżid charakteryzował typ mężczyzny, który wie, że jego obowiązkiem jest ochrona kobiet. Na początku nie zauważyłam jego determinacji i sądziłam, ze będzie człowiekiem, który bezproblemowo pozwoli bratannicy zdobyć wykształcenie. O tym, czy w tej walce wygrały kobiety, czy jednak zaborczy gospodarz, musicie przekonać się sami.

Książkę polecam każdej osobie, która lubi powieści opowiadające o arabskiej kulturze. Poznacie tutaj życie pewnej rodziny, chęć wyzwolenia się spod skrzydeł opiekuna, a także zaborczy upór w tym, aby zawsze stawiać na swoim.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu Prószyński i S-ka.


środa, 11 lipca 2018

"Depresja i inne magiczne sztuczki" - Sabrina Benaim

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 13 czerwca 2018 r.
Liczba stron: 96


W dzisiejszych czasach każdy chce pisać. Jednym wychodzi to lepiej, a innym niestety gorzej. Poezja to ciężki orzech do zgryzienia, jeżeli chodzi o odbiór, ale jeszcze cięższy, kiedy chodzi o skomponowanie sensownego wiersza. Sabrina Benaim to youtuberka i performerka, ale z twórczością nie jest jej po drodze. Zaintrygował mnie tytuł i wiele obiecujący opis - o tym, że wiersze mnie wzruszą, a zarazem rozśmieszą. W moim przypadku wiersze te nie wywołały jakichkolwiek emocji. Do końca tomiku pozostałam obojętna na słowa i to, co Autorka chciała przekazać.

Język jakim posługuje się Sabrina jest bardzo specyficzny i niestety nie mogłam zrozumieć o co jej chodzi. Nie zauważyłam wzruszających wzmianek o depresji, dostrzegłam natomiast mało znaczące zdania, które niczego nie trzymały się.


Jestem strasznie zawiedziona, że pewna youtuberka rzuciła się na głęboką wodę i postanowiła wykazać się w dziedzinie, z którą niestety nie jest jej po drodze. Myślę, że najpierw powinno się podszkolić w danej kwestii, a dopiero wtedy wyrażać własne zdanie na taką skalę.

Moja ocena: 4,5/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 10 lipca 2018

"Francuskie lato" - Catherine Isaac

Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 2 lipca 2018 r.
Liczba stron: 384


 Jessica została matką Williama w wieku dwudziestu trzech lat. Niedojrzałe zachowanie jej chłopaka doprowadziło do tego, że samotnie wychowywała syna, jednak po dziesięciu latach postanowiła wyruszyć do Francji, aby chłopiec spędził czas z ojcem. Podróż ta jest jednym z ostatnich życzeń matki Jess, która zmaga się ze śmiertelną chorobą. Chorobą, która jest genetyczna... Kobieta zachwyca się urokami spokojnej okolicy, jednocześnie ciesząc się z faktu, że między jej synem a jego ojcem, odbuduje się rodzicielska więź. Niespodziewanie w jej życiu pojawia się Charlie, ale nic nie jest łatwe i również Adam nie pozwala jej zapomnieć o tym, że kiedyś podarowała mu swoje serce...

Historia została napisana przepięknym językiem. Jej się nie czyta, ją się pochłania. Akcja rozgrywa się w kraju, który uwielbiam, a mianowicie w malowniczej Francji. Zakątek tego świata charakteryzuje się klimatycznymi zamkami i właśnie w takim miejsce poznajemy perypetie Jess i Adama. Fabuła przepełniona została emocjami, Autorka idealnie zawirowała uczuciami czytelnika i w odpowiedniej ilości przedstawiła mu poszczególne aspekty. Wszystko zostało tak wykreowane, jakby każdy z nas mógł zostać bohaterem "Francuskiego lata". Nie było niedorzecznych wątków, wszystko było w stu procentach realne.

Bohaterowie wykazali się ogromną dojrzałością i rozwagą podczas podejmowania decyzji. Jess jako matka samotnie wychowująca dziecko bardzo wiele przeszła. Była skazana na siebie i na to, że musi pełnić jednocześnie role matki i ojca. Wiedziała, że musi otaczać syna matczyną miłością, ale jednocześnie pokazać mu, że zawsze może na nią liczyć. Podziwiam ją za to, że po narodzinach postanowiła rozstać się ze swoim chłopakiem. Pierwsze tygodnie noworodka na świecie były przepełnione goryczą i kłótniami pomiędzy tym dwojgiem. Jestem dumna, że młoda matka podjęła słuszną decyzję i nie pozwoliła, aby jej wybranek nią manipulował i spotykał się z innymi kobietami. Adam przeszedł ogromną metamorfozę. Z nierozsądnego młodzieńca, który na pierwszym miejscu stawiał imprezy i zabawę, przerodził się w odpowiedzialnego ojca. Wizyta Williama we Francji uzmysłowiła mu, ile stracił przez te dziesięć lat i jaki miało to wpływ na charakter i zachowanie małoletniego. Mimo, iż w jego życiu cały czas przewijały się kobiety, wykazał się mądrością i postanowił, że na pierwszym miejscu musi być dziecko i ich wzajemna miłość.


Najważniejszym problemem jaki został poruszony w książce  jest choroba Hunghintona. Jest to nieuleczalna choroba, podczas której zgromadzone w organizmie białko przyczynia się do niszczenia układu nerwowego. Dotyka ona osoby w wieku od 35 do 50 lat i niestety jest genetyczna. Autorka opisuje zmagania Jess, kiedy patrzyła na umierającą matkę i dostrzegała różnice w tym, jak szybko ulatuje z niej zapał i energia. Wiedziała, że w przyszłości sama będzie skazana na takie życie, ale aktualnie martwiła się o dobro dziecka i to właśnie było przyczyną jej podróży do Francji. Liczyła na to, że Adam będzie w stanie odpowiednio zaopiekować się w przyszłości ich potomkiem.

"Francuskie lato" porusza również problem złamanego serca i brak nadziei w nową miłość. Człowiek idąc z kimś do łóżka musi być świadomy tego, że może począć nowe życie i możliwe, że będzie musiał stworzyć z partnerem rodzinę. Młoda Jessica niezmiernie pokochała Adama, jednak on manipulował jej uczuciami i nie doceniał jej. Rozstanie było szokiem dla obojga bohaterów, jednak nie chcieli męczyć się ze sobą i nie chcieli, aby ich dziecko patrzyło na tę sytuację. Chłopak ulotnił się z Londynu, a dziecko widywał tylko dwa razy w roku. Wolał spełniać swoje marzenia i bawić się z innymi kobietami. Po latach uważał, że bezproblemowo uda mu się odzyskać serce Jess. Czy to, że akcja dzieje się w zamku przyczyni się do stworzenia romantycznej historii? Przecież po tylu latach kobieta ma prawo pokochać kogoś innego.. Pech chciał, że Adam miał inny zamiar niż jego była dziewczyna...


Bardzo polecam Wam tę powieść. Jest ona przepełniona emocjami oraz rodzicielską miłością. Uważam, że jest to idealna pozycja na letnie dni. Porusza ważne tematy, ale jednocześnie została napisana przyjemnym językiem. Uzmysławia nam, że na świecie są osoby, dzięki którym nasze dni przepełnione są słońcem, a w ich obecności problemy odchodzą na dalszy plan. Chciałabym również dodać, że jest to pozycja obowiązkowa, dla wszystkich, którzy uwielbiają opowieści z Francją w tle. 

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu Znak Literanova.

poniedziałek, 9 lipca 2018

"Niebo na własność" - Luke Allnut

Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 16 lipca 2018 r.
Liczba stron: 400


Anna i Rob tworzą bardzo nietypowe małżeństwo. Ona - poukładana kobieta z zasadami, stawiająca rozwój zawodowy na pierwszym miejscu, on - niepoprawny romantyk, wolny strzelec bezproblemowo podchodzący do wielu spraw. Partnerzy bardzo wiele w swoim życiu przeszli, zanim mogli cieszyć się z narodzin Jacka. Pewnego dnia chłopczyk niespodziewanie doznaje zaburzeń równowagi, które z czasem nasilają się. Zdeterminowani rodzice postanawiają zabrać go na badania, aby wykluczyć wszelkie choroby. Pech niestety ich nie opuszcza i okazuje się, że potomek ma raka mózgu. Teraz głównym tematem jest walka z czasem oraz nadzieja, że do tej londyńskiej rodziny nie zagości śmierć.

Perypetie Roba poznajemy od końca. Książka została podzielona na trzy części, gdzie każda z nich opisuje inny rozdział w życiu bohaterów. Pierwsza to szczerze powiedziawszy, według mnie, część, która nie była potrzebna. Historia nie wnosi nic sensownego oraz jednocześnie kończy się urwana w połowie wątku. Druga to czas małżeństwa, rodzicielstwa i walki z chorobą, a trzecia to radzenie sobie ze stratą. Pozwólcie, że skupię się tylko na dwóch ostatnich częściach, które przepełnione są uczuciami oraz ogromem emocji. Już na początku doświadczamy straty w związku z poronieniami Anny. Małżonkowie oczekiwali na cud ich miłości, jednak los miał inny plan dla ich potomnych. Z momentów goryczy przenosimy się do szczęścia, jakie wywołało przyjście na świat Jacka. Chłopiec wniósł do rodziny szczęście, codzienne słońce, a także łzy radości. Mogłoby wydawać się, że życie zawsze będzie przepełnione uśmiechami i dziecięcym głosikiem, jednak rak wybrał sobie za swoją ofiarę małe dziecko. Nagle zginęły radosne momenty, a pojawiły się godziny smutku, powagi i dramatyzmu.


Bardzo podobała mi się postać Roba. Mężczyzna ten imponował mi swoim zachowaniem oraz tym jaką relację stworzył z synkiem. Wiedział, że najważniejsza nie jest praca, ale dobro potomka i to, aby dobrze wspominał dziecięce lata. Jako mąż nie był doceniany przez swoją żonę, krytykowany w związku z wykonywaną pracą, a nawet wypełniał większość jej domowych obowiązków. Poczynanie to nie zraziło go do zmiany planów, ponieważ wiedział co chce w życiu osiągnąć i znał swoją ścieżkę zawodową. Mimo problemów darzył swoją małżonkę miłością, a troski związane z chorobą syna zatrzymywał dla siebie i robił wszystko, aby zapewnić jak najlepszą egzystencję Jackowi. Doceniam jego determinację, upór oraz to, że spróbował wszelkich metod, które były w stanie pokonać chorobę. Od samego początku nie polubiłam Anny. Biło od niej zimno oraz biznesowe podejście do życia. Myślę, że nie było w stanie doceniać piękna codziennych chwil, a także kierowała się obranymi stereotypami i nie była w stanie zboczyć z obranej prze siebie ścieżki. Była matką i żoną, ale zdaje mi się, że nie do końca potrafiła odnaleźć się w tym dwóch rolach jednocześnie.

Powieść porusza bardzo poważny problem, jakim jest rak mózgu. Mi również los dał kopa w tyłek i widziałam jak ten potwór niszczy mojego ukochanego i silnego dziadziusia. Idealnie odbierałam opisy bohaterów związane z ulatywaniem życia, gdyż wiem, że nie było to wymyślone ponad miarę. To świństwo zabiera energię każdego dnia i czas z zaawansowanie chorymi jest skrupulatnie policzony. Niezmiernie radowałam się, kiedy Jack wracał do zdrowia i emanował energią. Widziałam w nim odzwierciedlenie mojej mamy, która nie poddała się i pokonała pasożyta, który zadomowił się w jej głowie. Uwierzcie mi, że bardzo emocjonalnie podchodziłam do momentów, kiedy opisywane było leczenie, a także zastosowane metody. Znam je i wiem jakie są ich konsekwencje, wady, a także zalety. Nie dziwię się Robowi, że potajemnie postanowił udać się do Pragi, aby wyleczyć syna, ponieważ chociażby nóż gamma nie jest mi obcy i wiem, że czasami bardzo dobrze jest skorzystać w wynalazków techniki, które ratują życie mimo niskiej popularności.

Sięgając po tę pozycję zaopatrzyłam się w chusteczki, ponieważ myślałam, że będą one mi towarzyszyły przez całą książkę. Czekałam ma moment, kiedy będę mogła po nie sięgnąć, ale niestety taki nie nadszedł. Pomyślicie sobie, że jestem dziwna, ale skoro sięgam po pozycje, w których ktoś umiera, to raczej gwarantowane jest, że pojawia się u mnie lawina łez. Niestety przeszkadzały mi w tym przypadku aspekty związane z nagłym przeskokiem w czasie. Skupiałam się na jednej czynności, a tu nagle przeniosłam się o kilka miesięcy bądź lat do przodu. Wiem, że taki był zamiar, aby nie rozciągać wątku życia londyńskiej rodziny, ale brakowało mi w pewnym stopniu harmonii.


"Niebo na własność" polecam każdej osobie, która chciałaby poznać historię opartą na rodzicielskiej miłości i poświęcaniu wszystkiego w imię dobra dziecka. Autor wspomina o tym jakie odzwierciedlenie mają problemy w związku, gdzie spotykają się dwa zupełnie inne charaktery. Uzmysławia nam, jakie życie jest kruche i że możemy w każdej chwili stracić bliską nam osobę. Przepięknie opisuje magię pielęgnowania wspomnień i radość z każdej cennej chwili.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu Otwartemu.

sobota, 7 lipca 2018

"Rywalka" - Sandie Jones

Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 04 lipca 2018 r.
Liczba stron: 360


Emily i Adam tworzą związek idealny. On robi dla niej co tylko może, Ona nie widzi poza nim świata. Stop! To prawdziwe życie, a nie bajka! Wyobrażenia przemieniają się w rzeczywistość i nadciąga wizyta przyszłej Teściowej. Pammie jak każda rodzicielka, uważa, że wie co jest najlepsze dla jej dziecka i nieustannie krytykuje przyszłą synową. Bohaterki nie mogą znaleźć wspólnego języka, a Em czuje się osamotniona, ponieważ nikt nie zauważa jej niepowodzeń. Adam widzi w swojej matce chodzący ideał, a Pammie odgrywa rolę niezawodnej kobiety, która dla każdego jest sympatyczna i chętnie wyciągnie pomocną dłoń.

Relacja na linii synowa - teściowa zawszy była, jest i będzie skomplikowana. Nawet jeżeli matka naszego Wybranka jest chodzącym ideałem, nie ominą nas wątpliwości czy stres przed pierwszym spotkaniem. Każda matka uważa, że poprawnie wychowała swoje dziecko i tylko ona wie, co jest dla niego dobre w danej sytuacji. Nie ważne, że osobnik ma już dwadzieścia, trzydzieści czy pięćdziesiąt lat - opieka i miłość jest ta sama. Różne charaktery czy rodzinne obyczaje prowadzą do nieporozumień w sytuacji, gdy ma powstać nowa rodzina. W książce "Rywalka" została przedstawiona typowa teściowa z koszmarów. Robiła wszystko, aby ubliżyć Emily i zniechęcić ją do małżeństwa z jej synem. Każde spotkanie tych kobiet było przepełnione złością, a docinki były na pierwszym miejscu.

Stereotypy i ocenianie ludzi bez ich poznania, to częsta przypadłość naszej społeczności. Relacja pomiędzy Emily i Pammie już na początku została przekreślona. Starsza kobieta nie ułatwiała żadnych incydentów, dążyła tylko do tego, aby nie doszło do małżeństwa. Przykre jest to, że nie znamy dobrze ludzi, a już mamy wyrobione zdanie na ich temat. Zdarzają się przypadki, że nastawienie jest mylące i niewłaściwie możemy ocenić daną osobę. Nie zauważamy pochopnych zachowań czy sporadycznych incydentów, które zbliżają do ujawnienia drugiej twarzy człowieka.


Wykreowana historia wywołała we mnie wiele negatywnych emocji. Były momenty, że chciałam rzucić książką, ponieważ nie rozumiałam zachowania Pammie i tego jakie okrucieństwo przez nią przemawiało. Rzadko kiedy zdarza się, żeby jeden z głównych bohaterów tak mnie irytował przez cały czas. Myślałam sobie "Emily, zostaw tego faceta. On nie jest wart wszystkich nerwów i wylanych potajemnie łez!". Uważam, że warto wspomnieć jeszcze o Adamie, który nie dostrzegał wad swojej matki. Nigdy nie stawał po stronie swojej narzeczonej, zawsze na pierwszym miejscu była jego rodzicielka i był na każde jej zawołanie. 

Zdarza się Wam narzekać na swoją Teściową? Irytują Was Jej niektóre zachowania? Uwierzcie mi, że zamiast rozpaczać, warto sięgnąć po książkę Sandie Jones i poznać losy Emily, Adama oraz Pammie. Czy rodzicielska miłość jest w stanie doprowadzić do tego, że małżeństwo młodych nie dojdzie do skutku? Dlaczego mamisynek, nie potrafi wyrazić własnego zdania i zawalczyć o kobietę? Czy taki układ spodoba się Emily? Uda jej się postawić na swoim i mimo wielu niepowodzeń poślubić Ukochanego? Ta pozycja to dawka emocji. Działaniem niepożądanym może być przemawiająca przez Was złość i chęć wyrzucenia książki przez okno - ale czy o to właśnie nie chodzi w literaturze? Aby poruszyć czytelnika i dać mu dawkę niezapomnianych emocji? Jeszcze jednak uwaga - zakończenie szokuje i wprowadza w osłupienie!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu Otwartemu.

piątek, 6 lipca 2018

"Pszczoły. Opowieść o miłości i pasji do najważniejszych owadów na świecie" - Joachim Petterson

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 14 lutego 2018 r.
Liczba stron: 192


Czasami w naszym życiu musi nastąpić jakiś wypadek, abyśmy docenili piękno otaczającego nas świata. Tak również było w przypadku Autora, dla którego los nie był łaskawy i skazał go na długą rehabilitację. W tym czasie Joachim Petterson postanowił głębiej przyjrzeć się otaczającym nam stworzeniom i zainteresował się pszczelarstwem.

W swojej książce opowiada o miłości, szanowaniu pszczół, ich hodowli, a także o tym, że są nam potrzebne do życia. Dowiadujemy się czym różni się królowa, trzmiel, a czym pracownica oraz jakie mają zadania. Zdradza czytelnikowi jaki ul jest najlepszy oraz co tak naprawdę składa się na jego budowę i jest niezbędne do życia pszczół. Zdobyta mądrość życiowa w połączeniu z doświadczeniem i praktyką zostaje przepleciona anegdotami i wydarzeniami z życia Autora. Od samego początku z wielką pasją opisuje, to co robi i widać, że sprawia mu to wielką przyjemność. Uzmysławia nam, że aby świat dobrze funkcjonował nawet znienawidzone i uciążliwe owady są nam potrzebne. Ba! - Porównuje nawet pszczoły z osami i uzmysławia nam, czym one różnią się od siebie oraz, że akurat pszczoły niosą najwięcej pożytku.


Mieliście kiedyś okazję porównać miód ze sklepu z takim prosto od pszczelarza? Zapewne zauważyliście różnicę w jego konsystencji i to, że ten bezpośrednio z rąk miłośnika pszczół ma inną gęstość. Pszczoły należy dokarmiać cukrem, kiedy same nie są w stanie zdobyć pożywienia, ale nie należy dopuścić do tego, aby żyły tylko na tym słodziku i produkowały taki sztuczny miód.

Poradnik "Pszczoły. Opowieść o miłości i pasji do najważniejszych owadów na świecie" polecam każdej osobie, która chciałaby dowiedzieć się coś więcej na temat tych owadów. A może myślicie o założeniu własnej pasieki? W taki razie ta pozycja jest dla Was idealna. Obowiązkowo książka powinna znaleźć się w biblioteczce każdego pszczelarza.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu Literackiemu.

czwartek, 5 lipca 2018

"Znowu pragnę ciemnej miłości" - Joanna Lech

Wydawnictwo: W.A.B
Data wydania: 20 czerwca 2018 r.
Liczba stron: 320

Tomiki poezji - ach, jakie one stały się ostatnio popularne. Wiele osób stara się przelać swoje uczucia na papier i podzielić się nimi ze światem. Od zawsze doceniałam ludzi, którzy tworzyli piękne wiersze i w niezwykły sposób uzmysławiali nam znaczenie niektórych rzeczy.


"Znowu pragnę ciemnej miłości", to zbiór wierszy Polaków, które zebrała Joanna Lech i postanowiła stworzyć kultowe dzieło. O tym czy jest ono takie kultowe nie jestem do końca przekonana. Część z osób, która postanowiła podzielić się z nami swoimi przemyśleniami, zrobiła to w idealny sposób, a inni niestety nie wykazali się za wielkim talentem. Tak to już niestety jest, że część ludzi została stworzona do tworzenia dzieł, a inni powinni lekko przystopować.

Na kartkach tego tomiku znajdujemy wiersze o miłości tej szczęśliwej, ale również zranionej. Poznajemy odsłonę tego uczucia w różnym świetle i samodzielnie musimy przeanalizować treść poszczególnych wierszy. Niektóre z nich szczerze chwyciły mnie za serce, ale zdarzyły się również takie, kiedy nie mogłam doszukać się większego sensu.

Mimo kilku niedociągnięć polecam Wam tę pozycję. Myślę, że czasami warto oderwać się od romansów czy kryminałów i sięgnąć po twórczość, która wymaga skupienia i analizy. Dodatkowo zdaje mi się, że żaden okładkowy maniak, nie będzie w stanie minąć tej książki. Okładka jest taka cudowna, że można na nią patrzeć i patrzeć, zachwycając się jej prostotą i pięknem.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu W.A.B.

wtorek, 3 lipca 2018

"The Kissing Booth" - Betch Reekles

Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 4 lipca 2018 r.


W książce "The Kissing Booth" poznajemy losy przeciętnych nastolatków. Elle wraz z Lee postanawia stworzyć na szkolnym festynie budkę z całusami. Pragnieniem dziewcząt jest, aby w budce buziaki serwował przystojniak Noach. Nastolatek odmawia udziału w tej zabawie, ale niespodziewanie staje się klientem, w chwili gdy można otrzymać całusa od Elle.

Elle od zawsze spędzała czas ze swoim najlepszym przyjacielem Lee. Podczas wspólnych chwil, często w ich otoczeniu znajdował się Noach - starszy brat Lee. Bohaterka jako mała dziewczynka podkochiwała się w bracie swojego przyjaciela, jednak z czasem zauroczenie minęło. Los chciał, że pierwszy pocałunek odbyła właśnie z Noach podczas festynu. Czy w jej sercu na nowo zapali się miłość do tego znajomego? Czy mimo, iż najwięcej czasu spędzają na kłótniach i docinkach, będą mogli dojść do porozumienia?
 

Akcja książki toczy się powoli i opisuje życie typowych nastolatków. Poznajemy ich zmagania w szkole, walkę o dobre imię czy pierwsze zauroczenia. Każdy z bohaterów cechuje się odmiennych charakterem, a ich drogi łączą się w szkole. Irytowała mnie postać Elle, która ciągle kłamała. Dziewczyna nie była w stanie wyznać prawdy nawet najlepszemu przyjacielowi. Kierowało nią specyficzne podejście i uważała, że ukrywając prawdę, będzie chronić najbliższych. Podziwiałam jednak postać Lee, który akceptował poczynania swojej przyjaciółki i wybaczał jej kłamstwa. Chłopak wykazał się ogromną dobrocią i dojrzałością.

Według mnie "The Kissing Booth", to młodzieżówka jakich wiele. Nie wyróżniała się niczym szczególnym na tle innych książek z tego gatunku. Myślę, że bardzo dobry odbiór będzie miała u młodych osób, które nadal uczą się i mogą lepiej rozumieć przedstawione problemy.

Moja ocena: 6,5/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu Insignis.

poniedziałek, 2 lipca 2018

"Paleta marzeń" - Małgorzata Falkowska

Wydawnictwo: Wydawnictwo Lira
Data wydania: 18 czerwca 2018r..
Liczba stron: 352


Dwudziestojednoletnia Magda jest rozwódką, która ma już pięcioletnią córeczkę Polę. Pewnego dnia w lokalnej gazecie dostrzega portret swojej pociechy, który stał się wygraną dla nijakiego Alka. Kobieta postanawia zawalczyć o prywatność dziecka i spotyka się z malarzem w sądzie. Pech chciał, że wymierzoną karą jest to, że dwoje obcych ludzi ma wspólnie spędzić siedem dni. Czy panienka z zamożnej rodziny, poradzi sobie w towarzystwie chłopaka, który pracuje na ulicy? Czy jest możliwość, aby ludzie pochodzący z dwóch zupełnie innych światów, znaleźli wspólny język?

Niestety mało jest książek polskich Autorów, których akcja dzieje się w Toruniu. Z wielką przyjemnością sięgnęłam po "Paletę marzeń" wiedząc, że wraz z bohaterami będę mogła przemierzać ulice miasta, w którym mieszkam. Nie mogłam oderwać nosa od fabuły ciesząc się urokami znanych mi ulic, a także zachwycając się zakątkami, których nie miałam jeszcze okazji zobaczyć na własne oczy. Dodatkowo moja radość była nieograniczona, kiedy okazało się, że główna bohaterka mieszka na tym samym osiedlu co ja. 


Magda charakteryzowała dziewczynę, która miała zamożnych rodziców i bez ograniczeń mogła spełniać swoje zachcianki. Mimo, iż miała dziecko, nie musiała martwić się o to, aby zapewnić mu byt, tylko mogła na spokojnie studiować i być na utrzymaniu rodziców. Z racji jej specyficznego podejścia do życia, irytowała mnie na początku historii. Autorka postanowiła z czasem zafundować tej osobie metamorfozę i przedstawiła ją z innego punktu. Okazało się, że mimo dostatku jej życie nie było usłane różami. Mąż tyran, despotyczna matka i ojciec, który wolał milczeć niż wyrazić własne zdanie, to kilka z koszmarów młodej kobiety.

Już na samym początku Alek został przedstawiony jako ktoś, kim ludzie z otoczenia Magdy gardzili. Młodzieniec pracował na ulicy malując obrazy. Mało kto doceniał jego zamiłowanie do wykonywanej pracy i nieliczni dostrzegali ile miłości i pasji wkłada w wykonywane czynności. Wielką różnicą w ocenie bohaterów było również to, że Alek mieszkał w garażu. Życie połączyło dwie drogi, w których każdy z ludzi miał inne ambicje, zamiłowania czy podejście do życia. Małgorzata Falkowska idealnie przedstawiła fakt, jak ludzie muszą przyzwyczaić się do innych i poznać ich styl życia, aby móc wspólnie znaleźć nić porozumienia.


W powieści zostało poruszonych bardzo dużo ważnych problemów. Pierwszym z nich jest ocena ludzi po stereotypach i wyglądzie. Zawsze powinniśmy najpierw poznać charakter danej osoby, a następnie wyrazić zdanie na jej temat. Czyny ranią, ale uwierzcie mi, że słowa mogą spowodować jeszcze większy ból. Kolejnym ważnym aspektem jest przemoc w rodzinie. Małżeństwo może stwarzać pozory kochającej się pary, ale w czterech ścianach może dziać się katastrofa. Najczęściej ofiarami przemocy są kobiety, które duszą w sobie cierpienie. Wydaje im się, że swoimi czynami zasłużyły na takie traktowanie i nie chcą, aby ich związek rozsypał się. Jeżeli w małżeństwie jest dziecko, to ranione żony stawiają potomstwo na pierwszym miejscu i nie chcą doprowadzić do rozwodu. Życie w takim układzie nie jest dobrym rozwiązaniem i jeżeli pojawia się przemoc, to trzeba dążyć do diametralnej zmiany. Niestety okrutnym skutkiem może być rozbicie rodziny, ale raczej żaden rozsądnie myślący rodzic nie chciałby, aby jego latorośl patrzyła na krzywdę, przeniosło te wzorce do swojego życia, a co najgorsze - stała się ofiarą. Nie zdradzę Wam reszty problemów przedstawionych w "Palecie marzeń", ponieważ chciałabym, abyście sami czerpali radość z lektury i bez spojlerów odkrywali różne tajemnice. 

Przewodni motyw książki jest mi bardzo bliski. Z reguły, to poradniki mają na celu pomoc w ukierunkowaniu naszego życia i uzmysłowienie nam czego oczekujemy. Wykreowana historia Magdy i Alka zapaliła we mnie iskierkę nadziei oraz uzmysłowiła mi, że los zawsze będzie starał się rzucać mi pod nogi kłody, ale to ode mnie zależy, czy je pokonam. Marzenia, to przepiękna rzecz, której nikt nie jest nam w stanie odebrać, a życie niestety jest bardzo ulotne i powinniśmy robić wszystko, aby dążyć do ich realizacji. Czy słowa kobiety, którą mogłam pewnego dnia zobaczyć na ulicach starówki, przyczynią się do tego, że prędzej podejmę decyzję i powiem dość czynności, za którą nie przepadam? Może to już dzisiaj powinnam w pełni zacząć spełniać swoje główne marzenie, a nie przyczyniać się do tego, abym moją pracą spełniała pragnienia innych?


Bardzo serdecznie polecam Wam tę książkę. Jest to opowieść o sile miłości, poświęceniu się dla dziecka, a także znalezieniu własnego miejsca na ziemi i realizacji zamierzonych celów. Styl Autorki skradnie Wasze serca, a treść wiele Wam uzmysłowi. Czasami nie zwracamy uwagi na możliwości i boimy się podjąć kroki, które przyczynią się do realizacji marzeń. Wystarczy, że w naszym życiu pojawi się osoba, która pchnie nas w odpowiednim kierunku i wtedy bezproblemowo "gonimy marzenia".

Na koniec chciałabym Was tylko ostrzec, abyście zaopatrzyli się w chusteczki higieniczne, ponieważ pewna Torunianka tak lawiruje akcją, że potok łez jest gwarantowany.

Moja ocena: 10/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu Lira.

niedziela, 1 lipca 2018

"Zdrowa tarczyca" - Karolina i Maciej Szaciłło

Wydawnictwo: Zwierciadło
Data wydania: 28 lutego 2018 r.
Liczba stron: 270


Niestety w dzisiejszych czasach coraz więcej osób cierpi na chorobę tarczycy zwaną Hashimoto. Niektórym mogłoby wydawać się, że nie jest to nic ciężkiego, jednak osoby zmagające się z tym problemem cierpią, mimo, iż nie wszyscy to dostrzegają. Jednymi z pierwszych objawów niedoczynności tarczycy, które możemy zobaczyć jest sucha skóra, zmęczenie i senność, przybieranie na wadze, marznięcie oraz obfite miesiączki. Czasami są to powody, które człowiek niweluje i szuka ich przyczyny w codziennych czynnościach. Pamiętajcie jednak, że nie warto odkładać wizyty u lekarza na inny termin, tylko jak najprędzej iść się przebadać. Tym bardziej, jeżeli w Waszej rodzinie występował wątek chorej tarczycy - niestety genetyka ma tutaj wiele do powiedzenia.

Karolina i Maciej Szaciłło w swojej książce dzielą się radami, jakie sztuczki zastosować w swoim codziennym życiu, ale zwalczać skutki choroby. Dzięki ich radom i zdobytej wiedzy, możemy dowiedzieć się między innymi jak poradzić sobie ze smutkiem i nagłymi zmianami nastoju, które powoduje choroba. Wskazówki Autorów zostały przeplecione radami konsultanta ajurwedyjskiego oraz dietetyczki. Na początku otrzymujemy wiedzę teoretyczną, a dopiero później przechodzimy do tego, co uwielbiamy najbardziej, czyli jedzonka! Państwo Szaciłło podzielili się przepisami, które mogą mieć dobry wpływ na organizm zmagający się z Hashimoto. Nie ukrywam, że moje serce skradły dwa przepisy - jeden z nich to kiszone marchewki, które są przepyszne, a drugi to krem z chia z owocami leśnymi. Znajdziecie tutaj również idealne pomysły na pożywne obiady, czy pełnowartościowe śniadania. Pamiętajcie jednak, że przyrządzone dania nie wrócą Wam zdrowia i należy skonsultować się z lekarzem.


Uważam, że warto aby po tę książkę sięgnęły wszystkie osoby, które zmagają się z chorą tarczycą. Można znaleźć tutaj rady, które ułatwią życie, a jednocześnie nie będą zabierały wiele zbędnego czasu, z racji tego, że możemy stosować je podczas wykonywania codziennych czynności. Zamieszczone przepisy nie są również strasznie wyszukane i według mnie, są one w miarę tanie. Nie ma żadnych udziwnień, które mogłyby szokować. Dodatkowo elegancji całości dodają piękne zdjęcia, które aż zachęcają do tego, by zrobić daną potrawę czy przekąskę.

Moja ocena: 8,5/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo 
Wydawnictwu Zwierciadło.