poniedziałek, 24 września 2018

"W żywe oczy" - JP Delaney

Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 5 września 2018 roku
Liczba stron: 424


Claire marzy o tym, aby zostać świetną aktorką. Bierze udział w sztukach, które przyczyniają się do spełnienia jej marzenia. Potrafi grać tak, jak reżyser zapragnie. Idealnie wciela się w rolę i prowadzi życie nowej postaci. Dodatkowo kobieta ma okazję współpracować z firmą prawnicza, gdzie jej zadaniem jest udowodnienie zdrady mężczyzn. Pewnego dnia otrzymuje zlecenie od Stelli Fogler, która posądza swojego męża o niewierność. Pech chciał, że Patrick Fogler nie interesuje się innymi kobietami, a niespodziewanie po spotkaniu z Claire, jego żona zostaje zamordowana.

"Chodzi o to, by zanurzyć się w prawdziwych emocjach związanych z rolą, 
aż ta rola stanie się częścią ciebie."

Autor od samego początku idealnie podszedł do kwestii kreacji zawirowań. Jednocześnie mamy okazję poznawać codzienne życie Claire czy Patrica, ale również śledzimy spektakl, w którym główna bohaterka bierze udział. Bywają momenty, że nie wiemy, czy dana sytuacja rozgrywa się na scenie, czy tak wygląda życie. Podejrzenia, co do sprawcy, często wydają się być mylne i momentami nie wiemy kto mówi prawdę, a kto gra.

"Jak mamy sobie zaufać, skoro obydwoje wiemy jak świetnie potrafimy kłamać?"

Życie jest jak teatr. Codziennie zakładamy różne maski. Do pracy najczęściej idziemy z przyklejonym uśmiechem na ustach, wracając do domu zrzucamy kurtynę i cieszymy się, że spotkamy najbliższych. Często również na różne spotkania przybieramy specyficzne maski. Nie chcemy, aby ludzie poznali nas z danej strony i gramy. Udajemy kogoś, kim nie jesteśmy. Zmyślamy fabułę naszego życia, po to, aby zaimponować innym. Niekiedy zdarza się, że taki aktor tak idealnie wchodzi w rolę, że zmienia swoje codzienne życie w to wyidealizowane.


Miałam przyjemność czytać "Lokatorkę" tego Autora i przyznam szczerze, że miałam wygórowane oczekiwania odnośnie tej pozycji. O ile poprzedni thriller skradł moje serce, w tym przypadku było inaczej. Rozumiem, że specjalnie został zastosowany zabieg mieszania codzienności z grą, ale mnie to do końca nie urzekło. Doczekałam się moich ulubionych zwrotów akcji i niespodzianek w czasie lektury, jednak brakowało mi takiej jednej wielkiej, gdzie złapałabym się za głowę i powiedziała "Ale jak to?!".


"Bo jak się okazuje, jedyną rzeczą, której nigdy nie pokazują w filmach jak należy, jest śmierć. 
Ludzie nie chwytają się za serce i nie leżą bez ruchu, żeby wokół dalej mogła się toczyć akcja. 
Ciało nie chce umierać. Poddaje się dopiero długo, długo po tej chwili, 
w której wiadomo że będzie musiało się poddać. Ciało krwawi, drga i łapczywie chwyta powietrze. Ciało walczy jeszcze zacieklej niż ratownicy medyczni biegnący mu na pomoc. 
Ciało nie chce się pogodzić z tym, co nieuniknione."

Jestem bardzo ciekawa jak Wy odebraliście tę pozycję. Czytaliście "Lokatorkę" i porównaliście te dwa thrillery, czy "W żywe oczy" było Waszym pierwszym spotkaniem z twórczością JP Delaney? A może lektura dopiero przed Wami?

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję bardzo
Wydawnictwu Otwartemu.


3 komentarze:

  1. Nie znam jeszcze twórczość się autorki, a książkę W żywe oczy będzie moim debiutem, więc jestem ciekawa, jakie będą moje odczucia po lekturze. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam ani Lokatorki, ani W żywe oczy, ale mam ochotę na oba tytuły, bo zapowiadają się bardzo ciekawie. :)
    Pozdrawiam! :)
    https://recenzjeklaudii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. czytałam "Lokatorkę" i jestem równie ciekawa jak wypadła druga powiesć tego autora. Mimo, że Tobie czegoś w tej powieści zabrakło, to ja po nią sięgnę, bo chcę zobaczyć czy i mnie rozczaruje ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń